„Nie pragnąłem przecież nic więcej, niż żyć tym, co samo chciało ze mnie się wydobyć. Czemuż było to tak bardzo trudne?” Hermann Hesse „Demian”

 

Jakieś 10 lat temu zdałam sobie sprawę jaki potencjał noszę w sobie jako tancerka-choreograf i jako człowiek. Czyli po około 10 latach walki ze sobą, z ciałem i wszystkim co wkoło by móc tańczyć mimo późnego wieku (zaczęłam w wieku 20 lat).

Zdarza nam się, że gdzieś w głębi przeczuwamy kim jesteśmy i co powinniśmy robić ale trudno nam w to uwierzyć. Ja swoich przeczuć potwornie się wystraszyłam…

I wtedy zajęłam się jogą… Z jednej strony była to forma ucieczki-odsunięcia od tego czego się bałam, a z drugiej przeczucie, że bez sensownych narzędzi do pracy ze świadomością (człowiekiem na każdym poziomie) nie dam rady w zdrowy i zdecydowany sposób kontynuować pracy artystycznej. Joga okazała się doskonałym narzędziem… i trochę się zapomniałam… i nawet jeśli tworzyłam (zrobiłam w tym czasie 5 spektakli) to było to na 50 % moich możliwości. Miałam rozsądna wymówkę w postaci bólu biodra, dyskopatii, kilkakrotnie skręconej kostki. Brak pieniędzy nie mógł być już wymówką bo zdobywałam dotacje a prywatnie jako nauczyciel jogi zarabiam godnie. Niby wszystko działa ale… jakoś kulawo…

Ponad pół roku temu niezależnie od siebie dwie moje przyjaciółki powiedziały mniej więcej coś takiego „wiesz, to jest dziwne, że masz tak ogromną wiedzę o ciele, tańcu, spektaklach a NIE UŻYWASZ TEJ WIEDZY”. Te słowa rozdźwięczały w moich uszach jak gongi!!! Miesiąc później usłyszałam to w innej wersji „jeśli nie używasz swojej wiedzy i mocy to ona obraca się przeciwko tobie”. Po czym dowiedziałam się, że w tekstach jogicznych pojawia się ww prawda jak np. „Anything one studies must be put into practice or else it will produce undesirable results”. T. Krishnamacharya (za: S. Ramaswami, Yoga for the Three stages of Life, s.8 (W wolnym tłumaczeniu: cokolwiek studiujemy musi to być praktykowane (wprowadzone w życie) inaczej pojawią się nieprzewidywalne rezultaty (skutki).

To może ból bioder i pleców to nie przyczyna mojego ograniczenia ale skutek tego, że sama się ograniczam? Tzn. tworzę mniej nie dlatego że bolą mnie biodra ale bolą mnie biodra bo nie wykorzystuję w pełni swego potencjału? I to jest ten ?nieoczekiwany skutek? albo zwracanie się przeciwko sobie… ???

Oczywiście, że nie wiem.

Gdy to piszę jestem w momencie sprawdzania tzn. całą swoją uwagę, wiedzę i siłę pomału przekierowuję i ogniskuję na robienie tego co należy do mojej natury. Jak sprawdzę napisze ciąg dalszy. A może już ktoś wie (znaczy doświadczył) i może się podzielić??? 🙂