MAM 40 LAT…

Kiedy mówię te słowa, najczęściej spotykaną reakcją jest coś na wzór grymasu niechęci, niesmaku, strachu lub zdziwienia jakbym na dyplomatycznym przyjęciu puściła głośnego bąka. Zaczęłam zastanawiać się co jest takiego niestosownego w tym, że przeżyłam czterdzieści lat na tym świecie (mniej więcej połowę swego ziemskiego życia)? Wiem, że nie chodzi o to ile mam lat, a raczej, że jako szanująca się europejka:) nie powinnam o tym mówić, bo dla kobiety znaczy to zbliżanie się do menopauzy, czyli końca pewnego etapu w życiu a to przecież takie przygnębiające… (???) To samo uczucie nietaktu poczułam, gdy zmieniłam fryzurę i okazało się, że większość moich włosów posiwiała, a ja nie miałam potrzeby ich zafarbowania, by to ukryć. Kobiety pytały mnie, czy zdaję sobie sprawę, że wyglądam starzej??? i czy nie chciałbym być ładniejsza???? HMMM….. Szczerze mówić nigdy o tym nie myślałam… Jest tyle ważniejszych pytań na które potrzebowałam odpowiedzi… Starość w naszej kulturze jest czymś tak drażliwym jak rozmowa o seksie przed latami sześćdziesiątymi, więc udajemy, że jej nie ma. A współczesna medycyna i kosmetyka bardzo nam w tym pomaga. I choć też mam poczucie mijającego czasu, nieuchronnych zmian i oczywiście też korzystam z dobrodziejstw współczesnej nauki (pofarbowałam włosy na fioletowo) to gdy mówię do kogokolwiek MAM 40 LAT zawieram w tym taką oto informację: …przeżyłam na tym świecie 40 lat tzn około 14 600 dni i każdy z tych dni (godzin) nauczył mnie czegoś bądź oduczył, przyniósł coś bądź zabrał, był smutny, nijaki, wesoły, był zwycięstwem, porażką, strachem, miłością, pasą, gniewem, nienawiścią…..itd…. Dzięki temu mogę stać w tym miejscu i rozmawiać z Tobą o tym, o czym rozmawiamy, lub przeżywać z Tobą to, co przeżywamy, tworzyć to, co tworzymy. DZIĘKI tym czterdziestu latom jestem tym kim jestem. I choć nie jestem doskonała to lubię i szanuję swoje życie i daleko mi do uczucia ?kryzysu wieku średniego? Jedyne co czuję to wdzięczność. Co jest niestosownego we wdzięczności?