Freud i kot Franek

franekWiosną, jeśli go zawołam, wpada na posiłek dwa razy dziennie. Gdybym tego nie pilnowała jadłby co drugi dzień. Między jednym kęsem a drugim coś pogada, upomni o chwilowe przytulenie i zaraz znika. Gdy to piszę zakopał się w starej poduszce rzuconej pod wiatę na węgiel. Wiosna i natura mają swoje prawa. A nuż pojawi się jakaś chętna lub niechętna kotka. Trzeba być czujnym…

Gdy jestem chora łazi za mną, pilnuje, kładzie w bolące miejsca. Gdy on jest chory pokornie wchodzi do kosza i jedziemy do weterynarza. Pomagamy sobie gdy trudny czas i kumplujemy gdy jedyne co trzeba, to wypić kawę na progu latem. Tak se żyjemy od 4 lat. Każdy swoim a czasami wspólnym życiem.

Nie jest w zamian kogoś, czegoś. Zamiast partnera, dziecka, bliskości z człowiekiem, substytutem relacji. Freud określił kulturę jako kompensację kompleksów. Trochę czasu nam zajęło by zobaczyć, że kultura jest wartością samą w sobie.  I choć może być środkiem kompensacji to nie służy zaspokajaniu jedynie potrzeb libido, gdyż człowiek posiada również potrzeby duchowe, intelektualne czy estetyczne.

Tak więc Kot Franek, to Kot Franek. Nie zastąpi mi żadnej relacji, bo więź z kotem jest wyjątkowa sama w sobie. Ani gorsza ani lepsza od tych z ludźmi. Jest inna, bardzo inna i bardzo poszerzająca pole świata, z którym możemy czuć bliskość. Jest wartością i relacją samą w sobie.

Gdy tęsknię za ludźmi idę się poprzyjaźnić, za dobrym filmem – do kina, a za kotem i jego wolnością – do domu.