Joga na dzień nauczyciela – Magda Stelmasik – Turczyńska

2014-09-06 17.02.53Pracując od paru ładnych lat w szkole i obserwując z bliska cały proces nauczania, doszłam ostatnio  do ciekawych wniosków. Jako, że jestem współwychowawcą w klasie integracyjnej mam do czynienia z młodzieżą z przeróżnym potencjałem. Uczą się tam również dzieci z niepełnosprawnością intelektualną oraz z tzw. „trudnych rodzin”. Przy tego rodzaju problemach jest dla mnie szczególnie ważne to, po co dane dziecko ma się czegoś nauczyć – czy na pewno będzie ono UŻYWAĆ przyswojonej wiedzy, czy przyda ona mu się w życiu. Wielu z uczniów,miało duże problemy z przyswojeniem podczas lekcji szkolnej wiedzy, pomimo sprytu i łatwości przyswojenia nowych umiejętności w indywidualnym kontakcie. Po prostu nie podejmowali oni działań, w których nie widzieli celowości.

Istotną cegiełkę do worka moich przemyśleń dorzucili także zdolni uczniowie, których motywacja była sterowana z zewnątrz, a nie pochodziła z ich wewnętrznych potrzeb. Zgłaszając chęć udziału w konkursach, zawsze pytali oni o wygrane, a uczestnicząc aktywnie w lekcji domagali się nagrody  postaci oceny. Jedynie nieliczna grupa dzieciaków podejmowała działania bo tego CHCIAŁA. I to właśnie z tą grupką czułam największy związek emocjonalny.

Te wszystkie doświadczenia(tak różne od moich, bo „za moich czasów” człowiek uczył się przede wszystkim dla siebie, dopiero później dla oceny) sprawiły, że na własnym życiu ( nie dzięki akapitowi jakiejś mądrej książki) przekonałam się, czym jest ( a raczej powinna być) ta tajemnicza siła popychająca człowieka do prawdziwego ( a zatem, cytując Maćka: dobrego dla jego samego i dla świata) działania. Otóż tą motywującą siłą jest POTRZEBA, a jednym z najważniejszych zadań wychowania powinno być rozbudzanie potrzeb, aby finalnie młody człowiek stawał się coraz bardziej wewnątrzsterowny, a coraz mniej łasy na pokusy współczesnego, konsumpcyjnego świata.

Co ciekawe podobną tendencję (zewnątrzsterowność) często zauważam także u ludzi dorosłych,( w tym, wstyd się przyznać i u siebie…), którzy zapominają o swoich potrzebach, ignorują je lub realizują w szkodliwy dla nich sposób.

No dobrze, a gdzie w tym wszystkim joga?!

Otóż to właśnie joga przypomniała mi o istnieniu mojego wewnętrznego świata, który od lat spychałam nie wiadomo dokąd. To joga przypomniała mi, że oprócz pełnego brzucha, odpoczynku, odrobiny rozrywki i takich tam podobnych mam różne inne potrzeby. To joga regularnie je rozbudza i zaspokaja za niemalże jednym zamachem.

A mianowicie:

Potrzeba nr 1 BEZPIECZEŃSTWO.

Jakiś czas temu odkryłam, ze cokolwiek w życiu robię, muszę czuć się bezpieczna. Tak już mam.  A to właśnie poprzez łagodną praktykę jogi zaakceptowałam siebie w TU i TERAZ. Uświadomiłam sobie, że znajduję przyjemność w samym praktykowaniu, w samym życiu dla życia, w pełnej akceptacji siebie (przeze mnie i przez osobę mojego nauczyciela), co zaspokaja moją potrzebę bezpieczeństwa. Nie muszę się starać, aby „dobrze wypaść”, nie jestem oceniana, co pozwala mi na odkrycie się z tym, jaka na prawdę jestem, co daje mi lepszy wgląd w siebie. We własne potrzeby i możliwości ich zaspokajania. Na sali i poza nią.

Potrzeba nr 2 AFILIACJA

Potrzeba afiliacji to potrzeba przynależności, która wiąże się z potrzebą bycia z innymi ludźmi.

Biorąc udział w zajęciach jogi i czując się na nich bezpiecznie, przekonałam się, że przychodzą tam wspaniali ludzie, otwarci na innych, mający różne doświadczenia, szanujący wzajemnie swoją odmienność . A to wszystko pod okiem nauczyciela, który nie porównuje i pozwala na tą odmienność. To obudziło we mnie potrzebę kontaktu z innymi, potrzebę wymiany, dzielenia się i bycia z drugim człowiekiem – na sali i poza nią.

Potrzeba nr 3 – ROZWÓJ

Skoro czuję się bezpiecznie i staje się otwarta doświadczenia na innych, z których mogę czerpać, a w dodatku coraz lepiej poznaję siebie, to zaczynam mieć ochotę poszerzać swoje horyzonty. Przy okazji kolejnych spotkań z nauczycielem i w relacjach ze współuczniami, nabywam pewności siebie,czerpię radość z odkrywania nowych możliwości i odkrywam krok po kroku moją własną „małą wielkość”. To uświadomienie sobie własnej wartości popycha do dalszego przesuwania granic własnych możliwości. Na sali i poza nią. Rodzi to kolejną potrzebę-potrzebę rozwoju, która zaspakaja potrzebę wewnętrznego sukcesu…i pewnie długo by tak wyliczać. No bo na przykład zawsze można się tym sukcesem z kimś podzielić…i wykorzystać go na sali i poza nią☺

Moje spotkanie z jogą i moja relacja z nauczycielem przypomina mi trochę proces wychowania. Taki, jaki w moim pojęciu powinien on być – kształtujący potrzeby, rozbudzający wiarę w sukces, pozwalający na samodzielność i rozwój. Pracując w szkole nie odkryłam narzędzi do osiągania tych celów. Joga je ma. Nauczyciel i uczeń są tu we wzajemnej relacji, autorytet pochodzi z szacunku, podziw z autentyczności, a nauka z potrzeby i z samej głębi relacji.

Takiego właśnie wychowania życzyłabym sobie wszędzie…