Pomiędzy pustką a przestrzenią


P1010202
Jest taki czas, gdy nic już więcej nie trzeba robić tylko trwać, gdy już nic się dzieje bo nie musi. Stare odeszło a nowe nie przyszło. Pustka po przeszłości i przestrzeń dla przyszłości. Pojawia się panika, czasem smutek, rodzaj żałoby po stracie, tęsknota za i melancholia? Dla tancerza jest to bezruch, dla jogina bezdech po wydechu, dla pracoholika ? bezczynność. Kimkolwiek jesteśmy, dobrze znamy te uczucia choć nie zawsze jesteśmy ich świadomi, nie zawsze pozwalamy im wybrzmieć. Trudno jest zachować spokój i trwać w tym stanie. Podskórnie czujemy, że szykuje się zmiana. Każda zmiana bez względu na to czy na lepsze czy gorsze dla naszej misternie tworzonej homeostazy jest stresem. Stare, choć niewygodne dobrze znamy więc kusi nas złudnym poczuciem bezpieczeństwa. Nowe też jest pociągające ale ryzykowne ? nie wiemy co się zamanifestuje ( a nuż nie spodoba nam się). I tak to odbywa się walka postu z karnawałem. Najprostsze rozwiązanie czyli spokojna obserwacja tego procesu (bo jest to proces bardzo dynamiczny wbrew pozorom) okazuje się najtrudniejszą rzeczą do wykonania. Wydaje się nam, że medytacja w tym czasie jest bez sensu bo przecież trzeba coś robić. Nosi nas, rozkminiamy, obmyślamy, produkujemy jakieś działania, czyli tracimy energię.

Jednak gdy się pokona ten strach, zaufa i usiądzie do medytacji (choćby na 10 min) okazuje się że nie dusimy się tą pustką a dzięki niej pojawia się spokój i inspiracja do wykonania kolejnego ruchu, głęboki ożywczy wdech, twórcze pomysły i radość, że i tym razem świat się nie zawalił a jedynie trochę odnowił.