Tańczyć z zamkniętymi oczami

Ojciec dbał o chleb, brat – bronił, nauczyciel – prowadzi a partner – wspiera…
Umiem żyć bez tego… Opłacam rachunki, uszczelniam cieknące krany i  mogę być gdziekolwiek…
ale, gdy mam przy sobie moich mężczyzn, zamykam oczy i tańczę tak, jak najbardziej lubię na świecie… bez strachu, że o coś się rozbiję… czyli rezonuję błękitem…
o tym będzie mój kolejny spektakl „The blue resonance”. Spektakl, spektaklem ale mam potrzebę opowiedzenia o tym również słowami.
Jest kolejny poranek w Tel Avivie, dom Izraelczyka- przyjaciela mojej znajomej. Udostępnił mi na tydzień swój dom. Codziennie rano pyta jak się czuję, czy zrobić mi kawę i czy czegoś potrzebuję. Dziś jedziemy do Jerozolimy a jutro wracam do domu… Ale jest i taki widok na ulicę: codziennie kilku żebraków (mężczyzn) grzebie w śmietniku…
Każda kobieta ma swoją historię związaną z mężczyznami: ojciec, brat, kumpel, przyjaciel, partner, kochanek, mąż, szef, nauczyciel itd. Dobrą, złą, nijaką, życie… Ja też mam swoją… na pierwszy rzut oka nie ma się czym chwalić, choć to co napisałam powyżej brzmi cudownie. Przez wiele lat mój umysł zakorzeniony był w bardziej negatywnym niż pozytywnym postrzeganiu męskiego świata.
Pewnego dnia poczułam się bardzo zmęczona i znudzona tym narzekaniem. Ok, czas już zatrzymać ten pociąg i przeskoczyć na inne tory. Ale jak? Nie miałam pojęcia. A pociąg pędził jak szalony…

Zaczęło się od: to mój ojciec nauczył mnie majsterkowania, dzięki niemu umiem uszczelnić kran, przykręcić kontakt i wbić gwoździa w ścianę, mój starszy brat nauczył mnie jak się bić a jeśli sama nie dawałam rady to bronił mnie przed silniejszymi kolegami, moja pierwsza podwórkowa miłość nauczyła mnie śpiewać i grać na gitarze, mój niedoszły teść nauczył mnie lepić garnki z gliny … i popłynęło.
I dziś wygląda to tak, że spotykam coraz więcej pomocnych mi mężczyzn, dzięki którym mogę być tam gdzie chcę i robić to co lubię. Mieszkać na wsi i nie martwić się o zasypaną śniegiem drogę bo mam dobrych sąsiadów, spędzić wakacje w Izraelu bo znalazł się gościnny przyjaciel, mieć film o własnej twórczości, bo znalazł się szalony filmowiec, który ?zmusił mnie? do kilku wywiadów, itd., itd…
I choć żebracy wciąż grzebią w śmietniku, to mój pociąg jedzie w inną stronę, dzięki czemu czuję się bezpiecznie i spokojnie. Wreszcie mogę tańczyć w mój ulubiony sposób, czyli z zamkniętymi oczami… Wielka ulga dla kogoś kto zawsze wszystko musiał kontrolować, by przetrwać.

Anna Haracz ? tancerka, choreograf w Teatrze KINO VARIATINO, nauczyciel jogi