Oddech…

Od wielu lat moje mięsnie i mój umysł pracują, ciężko.  Od zawsze myślałam, że osiągnięcie czegokolwiek w życiu wymaga ciężkiej a raczej siermiężnej pracy. Ze sobą, nad sobą, czasami dla siebie.  Wybrałam zawody, które utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Jestem tancerką, choreografem, sama prowadzę swój własny teatr, do tego nauczam i praktykuję jogę.

Uczono mnie jak pracować, poświęcać się, rozwijać się,  zauważać i eliminować błędy by móc lepiej wykonywać podjęte obowiązki. Uczono mnie jak być lepszą i  doskonalszą.  Nie uczono, odpoczynku,  oddechu, troski o siebie . Nikt mnie nie uczył bo pewnie moi nauczyciele, łącznie z rodzicami też tego nie potrafią. Nie oceniam tego i nie krytykuję ? zauważam.

Od dawna zastanawiałam się jaki sekret prowadzi do tego,  by mieć przyjemność z wykonywanej pracy, czuć radość ze zmęczenia  a kładąc się spać być podekscytowanym tym,  że  na drugi dzień będę mogła kontynuować to co wczoraj zaczęłam.

Odpowiedź jest tak prosta aż trudno w nią uwierzyć: ODDECH

Kiedy zaprzęgamy do pracy mięśnie bądź umysł, mogą one powtarzać ten sam ruch bądź myśl bez dalszej naszej uwagi, mechanicznie przekraczając granicę zdrowego zmęczenia. Gdy jednak zanim zaczniemy cokolwiek robić czy myśleć  skupimy się na oddechu staje się on ich źródłem i granicą zarazem. Skupienie na oddechu łączy nasz umysł z ciałem co pozwala pełniej odbierać to co się dzieje jak również wyczuć moment przekraczania granicy naszych możliwości i co najważniejsze -zatrzymać się tuż przed nią. Dzięki czemu nie napinamy nadmiernie mięśni, nie zamęczamy umysłu a wykonana praca pozostaje na etapie rozwoju, przyjemnego zmęczenia i poczucia zadowolenia.  Dzieje się tak, gdyż nie doprowadzamy do  przemęczenia, które odbiera to co w pracy może stanowić o jej największej wartości ? satysfakcji.