Wakacje i praktyka, czyli walka nierówna ale zacięta

Nie wiem jak u Was jest z praktyką latem, ale ja zawsze mam pokusę by przestać praktykować bo przecież jest ciepło, słonecznie i tyle możliwości by w końcu robić tylko to co jest lekkie, łatwe i przyjemne…

Znam ten stan i zawszę odczuwam go jako walkę nierówną ale zaciętą 🙂

Dlaczego nierówną?

Żyjąc w klimacie, gdzie większość roku to chłód i chmury, mając pracę w biurze lub innej zamkniętej przestrzeni, gdy pojawi się słońce chcemy z niego w bierny bądź czynny sposób skorzystać. Spacery, pływanie, leżakowanie… samo zdrowie i to w przyjemny sposób zaznane. Co tu dużo mówić, praktyka jogi na zajęciach w lekko dusznej sali, spocone ciała, klejące się ubrania to dla większości średnia przyjemność.

Dlaczego zacięta?

Otóż trzeba „minimalnej” determinacji, by pomimo pozornych pokus i uciążliwości stanąć na macie. Mając świadomość, że inni w tym czasie przygotowują grila, jedzą lody lub siedzą na plaży, konieczna jest świadomość profitów,  jakie przyniesie nam ten twórczy konflikt 🙂

To kilka słów o profitach.

IMG_1733Latem, kiedy jest wyższa temperatura, nie trzeba tak skrupulatnie rozgrzewać ciała, by praktykować głębiej i intensywniej (to co Hindusi mają na codzień). Dzięki temu, w tym samym czasie, możemy wnikliwiej i z rozmachem popracować  z ograniczeniami i trudnościami, o które odbijamy się w chłodniejszych porach roku. Kiedy to ciało skurczone jest choćby samą temperaturą otoczenia, nie ma ochoty na wielkie zmiany i ekstrema. Latem jest inaczej, ciepło i słońce otwiera i relaksuje ciało, więc jest ono bardziej skore do współpracy.

Bardziej się pocąc (nie wiem jak wy ale pierwsze krople potu u mnie pojawiają się już w tadasanie) oczyszczamy się z toksyn, które zapewne uzbierały się zimą, w trosce o utrzymanie stałej ciepłoty ciała. Jeśli będziemy uzupełniać płyny, to organizm samoistnie się przepłucze, więc możliwość jesienno-zimowych infekcji jest mniejsza. Dlatego też nie jestem zwolenniczką klimatyzacji, która zatrzymuje ten proces. I choć na początku wydaje się, że jest bardziej komfortowo, to nie uzyskamy efektów jakich moglibyśmy się spodziewać w sali bez klimatyzacji a jedynie przy lekko otwartych oknach i naturalnym powietrzu. Wiem, że dla niektórych może się wydać to trudne ale nasz organizm, który się urodził i rozwijał w takich warunkach klimatycznych doskonale sobie radzi z porami roku. Wystarczy mu zaufać, dać szansę i przeczekać moment dyskomfortu, który szybko mija.

Na koniec dodam, że siavasana (czyli w skrócie relaks kończący praktykę) to dla mnie najczystsza przyjemność, gdyż im bardziej celowo pracujemy, tym więcej napięć z nas schodzi. A im mniej mamy napięć tym relaks jest głębszy i bardziej regenerujący. Przyznam się, ze siavasana po takiej praktyce, gdy leżę spocona i zmęczona to jeden z najprzyjemniejszych stanów jaki przyszło mi doświadczyć.

A więc joga latem jak najbardziej, byleby nie na słońcu, gdyż możemy nabawić się udaru. A efekty będą długotrwałe i zaskakująco skuteczne.